Krakowski blog kulinarny na emigracji. Londyn od kuchni. Kurczak tikka, crumpets, marmite i cider. Mind the gap!


Real Time Web Analytics
Nasz Newsletter
* indicates required
niedziela, 15 sierpnia 2010
Rozwiązanie konkursu i nagrody! Nagrody!
I wreszcie jest! Długo oczekiwane i wytęsknione rozwiązanie naszego urodzinowego konkursu! 

Dziękujemy wszystkim za zgłoszenia przysłane wszystkimi możliwymi kanałami - jury, w składzie standardowym, miało ciężkie zadanie, żeby wybrać cztery najlepsze odpowiedzi. Ale oszczędżmy Państwu zwyczajowych spiczów i przejdźmy do meritum. 

Równorzędne cztery pierwsze nagrody (drugich i trzecich nie przyznano) otrzymują:

Jul i Cukrowa Wróżka za kreatywne spojrzenie na potrawę:
Jul: Jak dla mnie jest to nadziana i upieczona biała papryka:) 
A wyglądem troche przypominają hot dogi:) Więc mogą to być hot dogi do diety białkowej:D

Cukrowa Wróżka: Nie mam wątpliwości, że jest to coś faszerowanego lub nadziewanego, czyli coś wepchnięte w inne coś. W tym wypadku różowe w żółte. Żółte - mamy do czynienia z warzywem? Taki połysk skórkowaty...
W środku - oj. Mięso? Ale żeście dali zadanie! Cosik czerwonawego, trochę jak czerwona fasolka. Przynajmniej z koloru! Widzę też chyba na horyzoncie jakąś połówkę orzecha laskowego, tonącą jak rozbitek w tym farszu. Dobrze, że ma do towarzystwa zielone, urocze listeczki (mogą grać syrenki, prawda?). A listeczki sugerują, że i w samym farszu są jakieś ziółka. Chyba... Niczego nie można być pewnym. No, może tego, że jest sól. Na 99,9%.
Nie ma co zgadywać. Może lepiej powiem, jakie odpowiedzi nasunęły mi się pierwsze:
1)roztopiony hotdog - uderzające podobieństwo!(jak to możliwe?! No ale te nasze obecne upały, kto wie...)
2)proszę się nie śmiać, aczkolwiek:
tułów jakiejś operowej divy, która założyła przyciasny, żółty gorsecik. Tzn. tułowia i to w większej ilości, co budzi skojarzenia z jakimś brutalnym mordem, ale to podpowiada dopiero logika, a nie kreatywność.

Te hot-dogi i tułowia nas powaliły... Cukrowa Wróżka otrzymuje od nas foremki na cukrowe wypieki, a Jul dostanie jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną foremkę na jajka sadzone ze stali nierdzewnej w formie głowy zajączka :)

Nobleva, za powalającą nazwę potrawy:
Żółta papryka nadziewana mięsem, może i wołowym, a może wieprzowym i wątróbką (bo coś mi to jednolite), to czerwone rzeczywiście jak czerwona fasola, a zielone to pewnikiem kolendra. Mam nawet nazwę: Nadziany Metys

Nobleva za rozbrajającą nazwę dostanie od nas doskonale okrągłą foremkę na jajko sadzone ze stali nierdzewnej.

oraz Misself, za odpowiedź najbliższą prawidłowej:
Moje detektywistyczne oko dostrzegło żółte papryczki Santa Fe pozbawione wnętrza, a zamiast tegoż wnętrza hummus lub pasta z czerwonej fasoli, czarne oliwki i listki kolendry. Poza tym ze zdjęcia emanuje pyszność. I autentyczność.

A dla Misself mamy pomarańczowy zestaw 8 miarek do płynów od 1.25ml do 235ml.

A teraz rozwiązanie zagadki:
Na zdjęciu są białe papryczki z pastą z czerwonej fasolu i czerwonej cebuli.

Specjalnie dla Państwa przepis - z gatunku - szybkich, łatwych i przyjemnych - na 2 osoby:

4 białe papryki
mała czerwona cebula
200g czerwonej fasoli (pół puszki)
papryczka chilli (mała)
sól, pieprz, sok z cytryny, świeża kolendra

Cebulę i papryczkę chilli siekam drobno; paprykom delikatnie ścinam górę i przecinam wzdłuż z jednego boku, usuwam gniazda nasienne. Fasolę odcedzam, wsadzam do blendera albo dużego moździerza. Zmielić na gładką pastę z cebulą, chilli, odrobiną soku z cytryny, solą, pieprzem i kolendrą. Nadziewam papryki, kładę na każdej spory kawałek masła i zapiekam w żaroodpornym naczyniu, odrobinę podlawszy wodą - 15-20 minut w 200-220 stopniach. Powinny się ładnie zapiec, jak na zdjęciu.

Podaję z odrobinką świeżej kolendry - są świetne tak na zimno, jak i na ciepło, bardzo dobre na przystawkę. Jeżeli zostanie wam nadzienia, spróbujcie zjeść je z pitą albo grzanką z dobrego chleba, pycha :)


P.S. Zwyciężczynie/zwycięzców konkursu prosimy o kontakt mejlowy: manra[na]o2.pl albo maciekemem[na]gmail.com. 
środa, 11 sierpnia 2010
KONKURS!
Jest już po urodzinach, więc pora na zapowiadany konkurs. Udział w konkursie mogą brać wszyscy chętni, a zwycięzcy wcale nie są jeszcze znani (nie to co w innych konkursach). Na zwycięzców czekają wspaniałe nagrody związane oczywiście z kuchnią (w tym piękne foremki na mini muffinki, takie jak te). Żeby wygrać należy jedynie odpowiedzieć na pytanie konkursowe i, żeby było ciekawiej, wcale nie trzeba odpowiedzieć poprawnie, choć i zwykła poprawna odpowiedź spotka się z naszym uznaniem. Nagrodami uhonorujemy osoby, które do piątku (13/08/2010) do południa odpowiedzą najciekawiej... albo poprawnie :)

Odpowiadać można w komentarzach pod tym wpisem, na naszym profilu na fejzbuku i mejlowo.

A oto samo pytanie:
Co to za potrawa na zdjęciu poniżej?


niedziela, 08 sierpnia 2010
Urodziny na żywo!
KLIK!
Lasagne z karczochami według Mamy Franceska
URODZINY NA ŻYWO!
Na Facebooku i na twitterze. Czekamy na kamerę internetową, żeby włączyć livestream :)

Na 8 osób:


Przygotowanie: 60 minut
Gotowanie: 60 minut
Razem wychodzą dwie godziny, ale to akurat tyle ile zajmuje obejrzenie meczu polskiej drużyny piłkarskiej. Piłkarze raz wygrywają, a raz przegrywają. Lasagna z karczochami wygrywa zawsze, a jej przygotowanie to zdecydowanie mniejsza męka niż oglądanie naszych kopaczy. 

Składniki:
 3 szklanki mleka (mleko powinno zawierać co najmniej 2% tłuszczu. Kiedy zawiera mniej wpisuję do przepisu „woda”)
 120 g masła
 75 g mąki
 paczka makaronu lasagna (500 g)  albo domowy makron jak ktoś potrafi chce mu/jej się (wtedy trzeba też dodać trochę do czasu przygotowania)
 8 karczochów/ albo z puszki (2 puszki po 400g)
 średnia cebula
 2 ząbki czosnku
 cytryna
 oliwa z oliwek
 1/2 białego wytrawnego wina (sauvignon blanc najbardziej mi podchodzi w tym wypadku)
 bulion
 sól i pieprz do smaku
 trochę świeżego tymianku
 gałka muszkatołowa (świeżo starta!)
 starty parmezan

Przygotowanie:

- Na początek karczochy. Tu wersja filmowa dla początkujących.
W przeciwieństwie do przemiłej pani z Youtube'a polecam umieścić obrane karczochy w wodzie z cytryna żeby nie ściemniały.


– drobno posiekać cebulę i czosnek. Włożyć do rondla z masłem i oliwą (po 3 łyżki) i dusić na małym ogniu aż staną się miękkie i przezroczyste.  W międzyczasie należy wzdłuż poćwiartować karczochy i dodać do miękkiej już cebuli. Po ok pięciu kolejnych minutach dodać tymianek, pół szklanki bulionu oraz wino. Dusić na małym ogniu przez 45 minut.

Teraz trzeba nastawić piekarnik na 200 stopni i zrobić sos beszamelowy (w razie kłopotów pomoże ten sympatyczny pan Scott z Portland )  

Żaroodporne naczynie trzeba wysmarować masłem i układać po kolei:
karczochy
sos beszamelowy
trochę startego sera
lasagne.

Na samej górze powinien się znaleźć ser (nie przykrywamy go już płatem makaronu).

Kiedy lasagne będzie zezłocona (ok  60 minut) z wierzchu, wyjmujemy ją z pieca i odstawiamy na chwilę przed podaniem, chyba, że zaprosiliśmy gości, których nie lubimy i chcemy poodparzać im języki i podniebienia (a niech mają!)

Do tego białe winko, słońce i śpiew.

 
1 , 2