Krakowski blog kulinarny na emigracji. Londyn od kuchni. Kurczak tikka, crumpets, marmite i cider. Mind the gap!


Real Time Web Analytics
Nasz Newsletter
* indicates required
piątek, 23 kwietnia 2010
Wiosna, pewien koszyk i koniec pewnego rozdziału
Wiosna! Wiosna, panie sierżancie, pani dozorczyni, panie account managerze! Wiosna, proszę Państwa!

Więc wreszcie rower, dwa najgłośniejsze rowery świata skrzypią na Praskiej, Tynieckiej i dalej, bulwarem, brukiem, w miasto, do życia, do słońca, do ludzi! Jeden dzwonek działa nawet, kiedy nie powinien, drugi nie działa więc się ludzi przeprasza: "PRZEPRASZAM PAŃSTWA!" albo "Biip!", a oni wtedy stają zupełnie zdezorientowani, obracają w naszą stronę twarze ozdobione minami obcokrajowców z kas PKP, którzy dowiadują się od kasjerek mówiących łamanym językiem, że biletów nie ma, że passenger Stanislaw Paluch...: co to? jak to?, ale odsuwają się grzecznie, bo przecież nikt nie chce kuku, a my dalej, w okularach przeciwsłonecznych, z podciągniętymi nogawkami, z kwiatkami w koszykach. Na Limanowskiego do ulubionego mleczaka na tani obiad, na Meiselsa na tani węgierski lunch, na Podbrzezie na burrito i quessadillę albo na (świetną!) pizzę podawaną w okropnej biurowo-rogatkowej okolicy - na Wadowicką. Ale się rozbijamy, nie ma co, restaurant crawl za 9,90. Wiosna jest piękna, bo wiosna jest tania! Wiosna jest piękna, bo mimo tych wszystkich smakołyków na Meiselsa, na Podbrzeziu i wszędzie indziej, nie ma nic lepszego niż zakupy na Kleparzu (proszę pamiętać o tym placu! Cienko przędzie ostatnio przez przeklęty remont Długiej i Basztowej. Proszę pójść! Proszę wspomóc!), z których wraca się rowerem obładowanym owocami, nowalijkami i wiejskimi kwiatami. A zaraz na drugim miejscu po zakupach jest piknik.

Dostałam od pana Maćka wspaniały koszyk piknikowy. Z wyposażeniem. Ho ho. To było jeszcze w Boże Narodzenie - znalazłam ten koszyk pod choinką i od razu pomyślałam sobie, jak będzie cudownie na wiosnę, kiedy ten koszyk czymś się wypełni, kiedy w nim będą truskawki i winko, i kanapki, i humus, i podpłomyki, i ciastka, i czekolada, i winko, i truskawki! No i będzie piknik, już jutro, rozbijemy sobie małe obozowisko nad Wisłą, będzie grill, będzie świeża rzodkiewka, będzie serek od pani z Rynku Dębnickiego, będzie humus, będą nasze zioła z zielnika na parapecie, będzie winko przywiezione niedawno z Lipska, będzie chleb z przepisu mojej mamy, będzie masa kompletnie szurniętych ludzi, no i będziemy my.

A to wszystko nie tylko dlatego, że jest wiosna i że winnobulwarowy sezon należy wreszcie otworzyć. To będzie impreza pożegnalna, bo, moi drodzy Państwo, opuszczamy Kraków. Wyjeżdżamy do krainy mlekiem, miodem i funtem płynącej, żeby trochę podreperować budżet, zakończyć jedne sprawy, a rozpocząć inne.

Ale zanim podreperujemy budżet, będziemy musieli podreperować sponiewierane wątroby - w niedzielę robimy wielki test ogłoszonej ostatnio Dobrej Nowiny i specjalnie dla Państwa sprawdzimy, czy czekolada faktycznie jest dobra na wątrobę. Proszę nam życzyć powodzenia.