Krakowski blog kulinarny na emigracji. Londyn od kuchni. Kurczak tikka, crumpets, marmite i cider. Mind the gap!


Real Time Web Analytics
Nasz Newsletter
* indicates required
środa, 31 marca 2010
Tarta, marchew i JezuufamTobie na ulicy Smoleńsk
To jest historia o jednej rodzinie, jednym domu, jednej zupie, trzech tartach, bandzie szaleńców i niezliczonej ilości zdarzeń niesamowitych.

Miejsce: ulica Smoleńsk 22/8.
Czas: zeszła środa, godziny wczesnowieczorne do późnowieczornych.
Uczestnicy: lokatorzy, artyści i dwójka ludzi w fartuchach i koronach.
W tle jedna zwariowana maszyna do malowania pokoju, zwana centrofugą.

Wstęp: Na ulicy Smoleńsk, pod numerem 22, od 1986 roku mieszkała rodzina Malików - szopkarzy, muzyków, artystów. Dostali tam przydział na mieszkanie po tym, jak "upaństwowiono" ich rodzinny dom. Potem czasy się zmieniły, w modzie zamiast upaństwowienia zaczęła być prywatyzacja, w efekcie której kamienica przy Smoleńsk zyskała nowych, gorącokrwistych właścicieli ze słonecznej Hiszpanii, którzy zamarzyli sobie, że na tej cienistej ulicy zrobią piękny hotel - miejsce nie dla stałych, a dla okazjonalnych lokatorów. Malikowie dostali wypowiedzenie umowy, ale postanowili pożegnać się z mieszkaniem po swojemu. Jak to zrobili, mogą Państwo przeczytać tutaj, tutaj i tutaj.

A gdzieś pomiędzy latającymi sukienkami a świszczącą centrofugą, do kuchni na Smoleńsk zaplątaliśmy się my, znaczy ja i Maciek. A z nami: wiaderko na wino, korkociąg, brownie z czereśniami wg przepisu Liski, trzy spody do tarty według pana Roux i całkiem niezły nóż. 

W wielkim garze nagotowaliśmy zupy marchewkowej (przepis - pamiętają Państwo? - tutaj), w gazowym piekarniku zapiekliśmy quiche lorraine razy dwa i tartę pieczarkowo-groszkową z miętą. Do wiaderka nalaliśmy wina, pomarańczowego gazowanego badziewia i nakroiliśmy pomarańczy. Wstrząśnięte i mieszane, wbrew pozorom (gazowane badziewie) smakuje doskonale i, co najzabawniejsze, daje efekt dopiero po dłuższej chwili. Zresztą, kto czyta, ten zna moje zamiłowanie do bąbelków.


foto Daniela Wolf

A potem siedliśmy dookoła stołu - stołu-dziadka, stołu z datą przydatności do., wyznaczoną przez hiszpańskiego inwestora. Ile tam Wiglii musiało być wcześniej, ilu ludzi siadało przy nim z ciepłą kawą, może ktoś odrabiał lekcje, ktoś coś na nim kroił, ktoś się o niego opierał. Stół - środek kuchni, pępek świata pępka świata, zaraz go nie będzie, myślę sobie. Zaraz przyjdzie nowe. Z drzwi od kuchennych schodów patrzy na nas Jezus, ten od Faustyny, ze ściany nieśmiało wychynęły cegły - widzą świat po raz pierwszy od momentu, kiedy ktoś je przykrył obrazem. Ostatnie kuchenne sprzęty zostały, żeby nam się przydać. Siedliśmy. A z nami Cecylia i Justyna, zaproszeni goście i banda przypadkowych ludzi, która przyszła popatrzeć na centrofugę w akcji (ale się działo! a jak śmiesznie wyglądali ludzie z nosami przyklejonymi do szyb...!). Wszyscy jedli zupę - w czym się dało - i mówili, że ostra.


foto Mateusz Torbus


A potem było wino, a potem była impreza, a potem była aukcja, a potem był wykład, a potem był performens, a potem był koniec. Zamiast mieszkania na Smoleńsk 22 będzie teraz hotel, a zamiast naszego gotowania - dobra restauracja. I też będą jacyś ludzi. Tyle, że nie ci sami.
wtorek, 23 marca 2010
Masło idzie w miasto! Gotujemy na Smoleńsk
Będzie nowe! Zdecydowaliśmy się wyjść z ukrycia i ruszyć w miasto. Już jutro pierwsza odsłona naszej podróży: gotujemy na Smoleńsk 22/8. Będzie zupa marchewkowa z kolendrą, będą tarty pana Roux i coś słodkiego. Oraz prowokacyjny napój alkoholowy podany w rzadki sposób. Zaczynamy wieczorem, ale miejsce jest otwarte 24/7. Kogo nie będzie ten trąba!
poniedziałek, 22 marca 2010
Allbutter shortbread, część 2
Nooo, się działo.
Dwa komputery zdechły.
Dwie dętki rowerowe strzeliły dzień po dniu.
Dwoje zmęczonych zimą ludzi nawysłuchiwało się narzekań od mniejszych i większych zołz i makolągwów i miało ochotę wepchnąć kilka osób pod pędzący pociąg. Ale nie szkodzi. Wiosna, panie sierżancie, panie strażniku miejski, wszyscy mili panowie, którzy trudnicie się wypisywaniem mandatów za picie wina na wiślanych bulwarach. 

Na wiosnę wyciągamy z szafy zakurzone skrzydła i wyruszamy w inne części świata. Na początek - Niemcy, tuż po świętach. Ale już od połowy kwietnia będziemy nadawać ze Szkocji, toteż - już teraz - długo oczekiwany, wytęskniony, wyśniony - Przepis naThe Best Shortbread In The World.

Proszę sobie przygotować, co następuje:
kostkę masła
20 deko cukru pudru
200 gramów mąki
i 100 g semoliny (ew. mąki kukurydzianej)

Nagrzać proszę piekarnik do 150 stopni. Potem utrzeć cukier z masłem na puszystą masę, dodać przesianą mąkę i semolinę, ucierać, ugniatać - jak wygodniej. Następnie proszę rozwałkować na jakieś 2 cm i wyłożyć ciastem formę 22x22cm (ale niech Państwa ta sugestia nie ogranicza!). Jak już mamy ciasto w foremce, powinniśmy je podziabać nożem i wrzucić do piekarnika na niecałą godzinę (uwaga! polecam termoobieg, bo bez tego łatwo upiec kamieniaki). Zezłocą się - znaczy: trzeba wyjąć i posypać cukrem pudrem (jeszcze ciepłe!). Odstawić na chwilę i pokroić w kwadraty.

A potem jeść! Najlepsze z czarną herbatą. 


P.S. A co do miny Maćka - ostatnio tak się cieszył, jak Wisła wygrała z Barceloną. Czy kimś.
czwartek, 11 marca 2010
Allbutter shortbread. Szkockie maślane.
Przyszedł nowy Jamie Magazine, a w nim przepis na The Best Shortbread in the World. Mmm, tempting - pomyślałam. I właśnie przed chwilą, kiedy Maciek poszedł w miasto za sprawami, ja pobiegłam do kuchni i narobiłam szkockich maślanych ciastek. Siedzą sobie teraz w piecu i pieką się until golden. 

Ciekawa jestem miny Maćka, jak je zobaczy. Proszę oczekiwać doniesień za ok. pół godziny. 
 
1 , 2