Krakowski blog kulinarny na emigracji. Londyn od kuchni. Kurczak tikka, crumpets, marmite i cider. Mind the gap!


Real Time Web Analytics
Nasz Newsletter
* indicates required
Blog > Komentarze do wpisu
Twaróg i Tajemnica
Moja Babcia często wspominała warunki, w jakich przyszło jej żyć jako dziecku. Mała, podkrakowska wieś, rodzina 2+5, codzienny marsz (20km!) z wielką bańką mleka do miasta na targ. Wspominała też, jak cenne było masło - masło było na handel, na co dzień do chleba był smalec. A twaróg...!

Pewnego razu przyjechała do domu Babci kuzynka. Babcia bardzo jej zazdrościła, bo jej imię tak ładnie brzmiało - S y l w i a, a na nią zawsze wszyscy wołali "Franka" i wydawało jej się to takie pospolite... Przyjechała więc Sylwia, a mama Babci starała się jej nieba przychylić, zgodnie z zasadą Gość w dom, Bóg w dom. I kiedy wszyscy jedli chleb ze smalcem, kuzynka dostawała kromki posmarowane nie tylko z masłem, ale i z twarogiem z cukrem! A moja Babcia - wtedy mała dziewczynka, której nawet nie śniła się czwórka niesfornych wnuków, ani tym bardziej wojna, komuna czy Sierpień '80 - marzyła o tym chlebie z twarogiem tak, jak współczesne siedmiolatki marzą o PlayStation.

Przez następne siedemdziesiąt lat twaróg sporo stracił na wartości. W moich wspomnieniach twaróg, robiony przez mamę, stoi zaraz obok dżemu i masła posypanego solą na półce "dodatki do pieczywa w chudych latach". Mama stawała na głowie, żeby mimo braku pieniędzy żywić nas zdrowo i ciekawie, więc z twarogu wyczarowywała cuda. Małe myszki z wąsami ze szczypiorku i uszami z rzodkiewki, twarożkowe "wulkany" w małych miseczkach z "lawą" z powideł, naleśniki z wanili(no)wym twarożkiem i topionym masłem... Twaróg był pospolity, był codzienny, był zwyczajny.

Aż kiedyś przyjechała babcia i zrobiła ciastka. Widziałam, że do miski trafiła mąka, jajko i twarożek, ale który kilkulatek na poważnie interesuje się pieczeniem? Ciastka były boskie. Gdyby nie to, że tacka z nimi wylądowała niemal od razu na najwyższej z szaf, zniknęłyby bez wątpienia w kilka minut. Babcia często je później robiła - małe rogaliki z marmoladą w środku, obsypane cukrem-pudrem.

Kiedyś wreszcie przyszło mi do głowy, żeby zapytać ją o przepis. Zapisałam go na kartce, wkrótce później kartka zaginęła w boju. Chciałam zapytać ponownie, ale zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. I w końcu babcia umarła, po cichutku, z całym swoim życiem dopiętym na ostatni guzik. Przed śmiercią wymieniła okna, sporządziła testament, powyrzucała niepotrzebne rzeczy i posprzątała w mieszkaniu. Zostawiła nam szczegółowe instrukcje. Tylko ten przepis zabrała ze sobą i wydawało mi się, że razem z nią ciastka odeszły na zawsze, że przepis pozostanie wielką tajemnicą.

Jakiś czas później znalazłam go przypadkiem w jednej z babcinych szuflad. Jajko, 25 dag masła, 25 dag twarogu, 25 dag mąki, cukier waniliowy i marmolada lub dżem do nadziania. To wszystko, cała tajemnica. Twaróg, masło i mąka zawsze w równych proporcjach plus jajko lub dwa w zależności od ilości pozostałych składników. Posiekałam masło, przetarłam twaróg, dodałam mąkę, jajko i cukier waniliowy, zagniotłam ciasto. Rozwałkowałam, podzieliłam na kwadraty. Na każdym kwadracie położyłam trochę marmolady. Zwinęłam rogaliki i upiekłam w 190 stopniach aż zezłociły się z wierzchu. Marmolada była bardzo słodka, więc zrezygnowałam z cukru pudru.

Maciek wrócił do domu i zjadł wszystkie naraz. Nakryłam go w kuchni, kiedy wpychał sobie ciastko do buzi, po czym - z pełnymi ustami- usiłował udawać, że o niczym nie wie. Dzięki, babciu.

PS. Mamo, tato, mieliście rację - najlepiej jest ukryć ciastka przed dziećmi na najwyższej szafie.

czwartek, 16 lipca 2009, manra

Polecane wpisy

  • Czai się zły.

    W każdym się czai ten zły. Jest jak druga strona monety, rewers. Rzadko się pojawia, ale w końcu kromka spada zawsze na posmarowaną masłem stronę. Zły się czai

  • Klapsy w pamięci

    Hot dog [klaps!] Ulica Topolowa, koniec lat osiemdziesiątych; dookoła stalowy brudny płot otaczający plac budowy, zakręt, światło, stop. Drzwi do kamienicy, zz

  • Przeczytane.

    Przeczytałem w Newsweeku z 3go sierpnia tekst o telewizyjnych kucharzach. To właściwie okraszony komentarzem zbiór krytycznych ocen i sądów ferowanych przez czw

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/07/17 00:26:57
Pięknie napisane, czytane z gęsią skórką! Powróciły wspomnienia o mojej babci, która odeszła po cichutku, tak jak żyła, kochana, prawdziwa babcia "z bajki" i nic nie smakuje tak, jak kiedyś u niej, w domku zbitym z kilku desek i piecykiem z fajerkami :) a rogaliki zrobię na pewno :)
-
zjedz_mnie
2009/07/17 09:56:14
Piękne wspomnienie. Babcie miały jakieś nadprzyrodzone zdolności, że z niczego robiły coś pysznego. Przepis na ciastka znam, od swojej ciotki. Ciastka są super, ale nie tylko marmoladą je wypełniam. Robiłam ze szpinakiem, makiem, ananasem. Możliwości nie brakuje:)
-
2009/07/17 11:27:49
oooo rogaliki z niesłodkim farszem? to coś zdecydowanie dla mnie :) w weekend coś pokombinuję i pochwalę się co wyszło :)
-
maciekem
2009/07/17 12:08:20
Dzięki za komentarze. Ja na pewno namówię Manrę na jakiś niesłodki farsz. Hmm, szpinak. Mniam :)
-
zjedz_mnie
2009/07/17 13:15:39
Zapraszam, gotowy przepis: zjedzmnie.blox.pl/2008/12/I-ZNOWU-SZPINAK.html :)
-
2009/07/17 21:20:35
ooo, widzę grono szpinakożerców :) dzisiaj robię z konfiturą z domowej spiżarni, chociaż mloda przkonywała mnie do czekolady, ale innym razem :)
-
czyprakantoni
2009/07/20 01:25:36
Pięknie napisane. Po prostu pięknie.

Ale to wpisywanie kodu z takiego gównianego obrazka, na którym nic nie widać, to... Naprawdę masz problem z botami?